mnie nie widać! yay!

niedziela, 14 maja 2017

Mitologia Zwierzogrodu #3: Ku gwiazdom!

Ale to jest piękne..
I tak po stworzeniu świata toczyło się życie spokojnie. Drapieżniki i ofiary żyły wspólnie czasem dogadując się, a czasem nie. Olbrzymy pogodziły się ze swym losem, a ich krwiożercza natura ujawniała się coraz rzadziej. Bogowie z kolei czuwali, czuwali na porządkiem, czuwali nad równowagą. Opiekowali się wszystkimi. Lecz zdarzyło się coś co nie powinno się zdarzyć. Coś o czym matki opowiadają dzieciom po dziś dzień. Nadszedł ON...

 Jak powszechnie wiemy bajania me tyczą się Czwartego Świata i tylko niego. Nasza podróż dopiero się zaczęła. Jest jeszcze tyle historii, tyle wydarzeń które muszę wam przedstawić. Ale ta opowieść jest wyjątkowa, bowiem przedstawia historię nie z tego świata. Historię o NIM.

Obrazki jak zwykle bez powiązania...
 Od niepamiętnych czasów istniało Drzewo, z drzewa pączkowały światy. A w każdym ze światów rodzili się nowi bogowie i nowe istoty. Każdy ze światów był, jest i będzie wyjątkowy. Zachwycający na swój sposób. I żaden z bogów nie wiedział o tych innych. A stworzenia, mogące podróżować między światami były wyjątkiem i rzadkością. Do takich wyjątków należał ON. Z początku żadne znaki nie zapowiadały tego co miało się stać. Ani w Zoodgardzie, ani w Animmalii nikt nie spodziewał się nadchodzącej burzy. Największej burzy jaka kiedykolwiek istniała. Dnia 24, kwadry trzeciej pojawiły się pierwsze przesłanki. 

Niebo stało się czarne, chociaż wciąż panował dzień, tak czarne, że zwierzęta ucichły nie wiedząc co się dzieje, albowiem nie widać było nic, a bogowie byli wielce zdziwieni. 

Morza i rzeki wyschły na wiór, a wszelkie wodne stworzenie jakie tam było, zginęło, prócz tych które dobrotliwe giganty piasku przeniosły do balii swych, a bogowie byli wielce zdziwieni. 

Zza horyzontu zawiał wiatr, tak silny, że nawet słonie nie mogły ustać a drzewa uginały się jak przybrzeżna trzcina, przestraszone ssaki chowały się czym prędzej, a bogowie byli wielce zdziwieni.

Powietrze zaczęło się elektryzować, i każdy włos na każdej sierści wyprężył się na baczność. I każda  istota poczuła dziwny zapach, które nie sposób było kreślić, a bogowie byli wielce zdziwieni.

Świat począł drżeć, jaskinie kretów ciemności zawaliły się, a one znalazły schronienie na powierzchni wraz z innymi, powierzchnia Animalii pękła, a bogowie byli wielce zdziwieni. 


Cytując pewną postać: "Ba ba ba"

 I wtedy otworzyła się dziura w osnowie rzeczywistości. Jaśniejąca wyrwa wysoko w górze. A świeciła takim blaskiem, jak tysiąc słońc. Czwarty świat zyskał połączenie. Połączenie z NIM. Wtem rozległ się dźwięk, z wyrwy popłynęła muzyka. Muzyka tak piękna, że każde zwierze nieśmiało wychyliło się z kryjówki by tylko móc ją lepiej usłyszeć. Bogowie stanęli na dziedzińcu i w osłupieniu patrzyli w niebo. A muzyka rozlała się po całym globie jak kojący balsam, powodując dreszcze przyjemności. Każda żywa istota bezwolnie poddała się jej działaniu i zaczęła kołysać się do rytmu. Bowiem muzyka jest tchnieniem JEGO duszy, on jest w każdej melodii i w każdej nucie. Jeśli czasem zastanawiacie się czemu jakaś piosenka  zniewala was swym brzmieniem to z pewnością JEGO sprawka, to zawsze jest JEGO sprawka. Jak bowiem mawiał ósmy Mędrzec: "Muzyka to puls wszechświata, każdego wszechświata." Aż w końcu nadszedł ten moment...

Wibbly wobbly
Z dziury wyłoniła się sylwetka, z początku będąca jedynie nikłym cieniem, jednak z czasem nabrała kształtów. Pojawił się ON we własnej osobie, promieniejąc wewnętrznym blaskiem. I wszystkie drapieżniki, ofiary, giganty, krety ciemności i elfy jasne, a nawet bogowie stali jak urzeczeni wpatrując się w jedyną taką postać na świecie, we wszechświecie, a nawet jedyną taką w Krainie Drzewa. Właściwie trudno opisać jest JEGO wygląd. Nikt kto nie widział GO na własne oczy nie może pojąć tej niesamowitości. Kiedy się na NIEGO patrzy, ma się wrażenie obcowania z nieskończonością, z czymś co jest starsze od czasu, z czymś co było, jest i będzie, nawet kiedy każdy Świat i całe Drzewo obróci się w pył. Każdy opisuje GO trochę inaczej, dla mieszkańców Drugiego Świata przypominał podobno siwego starca w płaszczu utkanym z nieba, w zapomnianych legendach Świata Piątego pojawia się jako majestatyczny pegaz z grzywą świecącą blaskiem supernowej. Jednak jest coś co nie zmienia się nigdy - JEGO oczy. Zawsze identyczne, niezależnie w jakim ciele. W kolorze czerni tak głębokiej, że wielu już postradało zmysły patrząc się prosto w nie. Odbija się w nich całe multiwersum, wszystko co kiedykolwiek istniało i istnieć będzie. Każdy Świat, każda gwiazda, każda planeta, każde wydarzenie. Oczy tak stare, że nie starczyło by liczb by zapisać ich wiek. Oczy promieniujące mądrością i doświadczeniem. Ale w głębi ich źrenic czai się smutek, smutek tak wielki, że nawet bogom pękło by od niego serce i samotność, samotność znana jedynie istotom wiecznym. Takie właśnie były oczy należące do NIEGO. A kiedy wylądował na dziedzińcu Zoodgardu, bogowie wstrzymali oddechy nie wiedząc z kim mają do czynienia. I wtedy ON odezwał się... 

***
W tym momencie Pan B przestał czytać. Rozejrzał się po otaczających go redaktorach  i ze zdziwieniem spostrzegł, że słuchaczy jest prawie dwa razy więcej niż wcześniej, a każdy z nich wpatrywał się w księgę leżącą na środku stołu. 
- Dlaczego przestałeś czytać?- z rozdrażnieniem zapytał jak zwykle władczy pegaz naczelny. 
- Czy to jakaś straszna przepowiednia? - rozemocjonował się stojący w pobliży Jeleń. 
- Czyżby ten "on" zapowiedział koniec świata? - zainteresował się Kideł z dziwnym uśmiechem. 
- Eee nie do końca - odrzekła ryjówka - nic tak niesamowitego, zwyczajnie zaschło w gardle. No co? Ryjówka też człowiek. 

Nie wiem czy mówiłem, ale Strażnicy Galaktyki są świetni

No i jak się podobało tym razem? Mam nadzieję, że nie było źle szczególnie, że połowa była pisana w stanie skrajnego zmęczenia. Na start chciałbym przeprosić za tę nieobecność. Musiałem jednak wyjechać w celu odbycia egzaminów do liceum i nie miałem możliwości pisania. Teraz już jestem i w dalszym ciągu będę was zanudzał moimi postami. We wtorek oczywiście kolejna część Mitologii, a dokładniej to kontynuacja dzisiejszej. Musiałem zarzucić takim bezczelnym cliffhangerem. Tym razem historia całkowicie moja bez żadnego konkretnego mitu, na którym bym się wzorował. Oczywiście postaci "z innych światów" pojawiają się dość często. Uznałem, że również ssaki mają jakąś legendę o wszechpotężnym przybyszu. W końcu gwiazdy i nocne niebo zawsze fascynowały. 

Strażnicy again!


Jest to również sytuacja, której bogowie muszą zmierzyć się z czymś nowym i nieznanym. Przemyciłem także wyjaśnienie braku inteligentnych ryb, jak morza wyschły to ich ewolucja zwolniła i nie dały rady rozwinąć się tak jak ssaki, a te co zostały uratowane przez tych milszych gigantów posłużyły pewnie jako hodowla jedzenia :)

Tym akcentem żegnam się z wami, do następnego razu. Miłego dnia życzę! Ku chwale Rarity !


2 komentarze:

  1. Jak zwykle świetny post, B!
    PS. Cliffhangery to ZUO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłem, że jestem wszędzie ;)

      Usuń