mnie nie widać! yay!

środa, 15 lutego 2017

O shippingach myśli kilka


Za nami kolejny pracowity dzień. Mam na myśli to, co było wczoraj. Ten post też miał być wczoraj, ale przez pracę jest dzisiaj. Pewnie i tak nikt nie żałuje.
Shippingi, czyli, coś bez czego żaden fandom nie istnieje. Nawet niepożądane i tak się pojawią. Dziwnie to zabrzmi, ale jeszcze dwa lata temu żyłem w błogiej nieświadomości ich istnienia. Co poradzę na to, że jestem zacofem totalnym. Przyjrzę się temu bliżej.


Będę więc wam tutaj smęcić, jak ja to widzę, a więc może to być połączenie szablonowego myślenia z gadaniem bez sensu. Zresztą pewnie już do tego przywykliście.

Ogólnie to dość zabawny termin. Mówisz "ship" myślisz "statek". Co to ma wspólnego z łączeniem w pary? Oczywiście od razu przed oczami staje obraz "panów świata" z "Titanica". Już mamy coś. Jedna scena, która stała się nazbyt słynna i przerobiona na tysiące sposobów. Stała się synonimem łączeniem kolejnych postaci w pary. No, ale jak to się odbywa? Czy jest jakiś specjalny system? Czy to nasza wyobraźnia to dyktuje? Patrząc na ship RD x karmnik, z dużą dozą prawdopodobieństwa można się przechylić do drugiej opcji.

 Tak. Znów to wyciągam.

Mimo wszystko uważam, że aby "statkowanie" miało jakikolwiek sens, musi spełniać jakieś warunki. Pierwszym z nich, w moim mniemaniu, jest to, że postacie muszą się jednak jakiś czas znać. Z tego powodu nie odpowiada mi ckliwa berbelucha o "miłości od pierwszego spojrzenia". To, że się znają, nie oznacza zaraz, iż już można ich shipować. Szczerze to nie pojmuję tego łączenia każdego z każdym tylko dlatego, że spojrzało się na kogoś. Po prostu WHAAAT?!

Drugim takim czynnikiem powinno być jakieś zaiskrzenie, że tak to ujmę. Postacie powinny jednak mieć się ku sobie. Jeśli takiego czegoś nie ma to równie dobrze możemy łączyć Asha Ketchuma i papier toaletowy jako udany ship. Seriously? Czemu nie, ale na serio?


Punkt trzeci. Coś, co według mnie jest oczywiste. Interesujące shipy najlepiej jakby były tego samego gatunku lub przynajmniej były żywe. Fakt, że to zabawne jak "statek" jest dziwny. Im dziwniejszy, tym zabawniejszy. Niech będzie, ale szybko się nudzi kolejny Benjamin x donut. Tak. Normalne też się nudzą i są powtarzalne, jednak są bardziej "przyziemne".

Tak, można gadać, że shipy właśnie dlatego są fajne, bądź niefajne lub jest to ich istotą, że je tworzymy z wszystkiego i wszystkich, by miały jak najmniej sensu. W moim mniemaniu jednak jeśli już chcemy kogoś łączyć, to niech nie będzie to argumentowane czymś w rodzaju "bo mogę". Mogę widelcem jeść lody, ale po co, skoro łyżka lepiej się nadaje. Argument "to zabawne" jakoś mnie nie przekonuje.

OK. To blog o Zwierzogrodzie, dlatego warto parę przykładów dać. Oczywiście, że ten fandom także już wymyśla związki (spójrzcie na jeden temat z forum). Podam parę i powiem czemu mi odpowiadają bądź nie.
Pierwszy to najbardziej klasyczny, czyli WildeHopps.
Tu właściwie wszystko ma sens. Znają się dość dobrze. Rozwiązali razem sprawę, zostali partnerami i mamy wiele powodów, że są razem. Takie pierdółki jak odmienne gatunki czy wiek raczej nie stanowią przeszkód. Związek między nimi w trakcie filmu wzrastał swoim tempem. Nie było nagłego błysku "niech będą razem", a jedna z ostatnich scen filmu MOŻE świadczyć, że są razem. Nie mam nic przeciw łączeniu ich w parę.


Druga to ClawBo.
No tu już pierwszym zgrzytem może być, że to homoship. Osobiście nie widzę problemu. Żyjemy w takich czasach, gdzie to nic niezwykłego. Postacie, które się znają, wspólnie pracują i to od dłuższego czasu. Mają wspólne zainteresowania. To ich do siebie zbliża. Tylko raczej to, że są policjantami, nie służy rozwojowi tej sałaty (co?). Ich miłość do Gazeli sprawia jednak, że sensowność tego "statku" jest niwelowana. Jest to więc dla mnie taki pół na pół. Może być, ale nie musi.


Trzeci i ostatni (choć chciałem więcej, ale znów niepotrzebnie się rozpisałem). GidWether.
Mój autorski wymysł, wyciągnięty z kartofla (co?). Czyli postacie łączone ni z gruchy, ni z pietruchy. Jeden ze sztandarowych pozycji "shipuję, bo mogę". Się na oczy pewnie nie widzieli. Nic ich właściwie nie łączy i każdy woli swoje poletko obrabiać. Po co łączyć owcę z lisem? Zabawne raczej też nie jest i już lepszy byłby pod tym względem Judy x marchewkowy długopis z funkcją dyktafonu. Po za tym Gideon ma swój życiowy cel, a Bellwether swój i raczej nie połączą ich.


Tu zakończę. Wyszło więcej, niż chciałem, ale tak w życiu bywa. Jeśli dotrwaliście do połowy, to gratuluję, jeśli przeczytaliście całość, to jestem pod wrażeniem, a jeśli macie ochotę to możemy zacząć dyskusję na temat shippingów i statkowania i możecie się poczepiać trochę tego, co napisałem.

16 komentarzy:

  1. #Judyxmarchewkowydługopiszdunkcjądyktafonu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Bez przesady. To jeden z niewielu niekanonicznych shipów, który miałby jakiś tam sens.

      Usuń
  3. Często shippingowanie to po prostu dobra zabawa i temat zastępczy do rozmów, gdy nie ma o czym rozmawiać. Nawet jeśli dany shipping nie ma sensu, to nawet jego forstowanie może skutkować masą postów i śmiesznych sytuacji. :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Judy x hawajska koszula Nicka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Judy x ogon Nicka... Nie no żart, WildeHoops :D

    OdpowiedzUsuń