mnie nie widać! yay!

niedziela, 6 sierpnia 2017

Smutne są rozstania

Legendy na zawsze pozostaną w naszej pamięci
Polineks był gotów. Wiatr szarpał jego skrzydła i grzywę, a w dole wciąż toczyła się walka. Tyle niepotrzebnej przemocy. Błędne koło wzajemnej nienawiści. Zwierzęta walczące o szczytną sprawę, nie potrafiące zrozumieć, że druga strona też po części ma rację. Spirala bitwy, tak majestatyczna, a jednocześnie straszna. Obywatele FGZ. Wojownicy Herezji. Dzisiaj ta wojna dobiegnie końca.
 Żółty pegaz wiedział, że to ostania okazja do użycia mocy ZUA. Już za kilka chwil będzie musiał odejść. Pora więc na ostatnią zabawę.
- Scrabinie Irytujący, wysłuchaj mnie uważnie - głęboki głos Polineksa niósł się nad walczącymi armiami - dobrze ci radzę zakończ to tu i teraz. Czy zgodzisz się na oficjalny pojedynek?
- Zgoda, dosyć wyręczania się innymi, zrób coś wreszcie osobiście - rozległ się szyderczy śmiech Scrabina.
Naoczni świadkowie opowiadali potem, że pojedynek na rynku miasta, trwał tylko kilka sekund, ale mimo to poczynił większe zniszczenia, niż wszystkie poprzednie starcia. Ratusz Zwierzogrodu legł w gruzach, znaczna część Tundrówki roztopiła się pod wpływem znacznych ilości magii, a wschodnia część Chomiczówki znalazła się pod ziemią. Właściwie nie wiadomo kto by wygrał, moce obu przeciwników były równie potężne, ale pewien przechodzień zwany Folfem, twierdził, że przesądziło jedno zdanie Scrabina:
- Kiedy już z tobą skończę, zabiorę się za Flutterkę, taki jąkający się pegaz nie będzie miał szans, żałuje tylko że nie dożyjesz chwili kiedy ją dorwę.

To co działo się później na zawsze zapisało się w pieśniach. Niebo pokryło się czerwonym blaskiem błyskawic, a zza horyzontu nadeszły chmury czarniejsze od duszy Kideła. Moc ZUA po raz pierwszy i ostatni w historii ujawniła się w pełnej krasie, a wojska Herezji zostały zdmuchnięte z powierzchni ziemi. Odbudowa miasta kosztowała miliardy Zoolarów, a Brind musiał podwyższyć podatki o 600 procent. Szkoda, że tego nie widzieliście, walące się wieżowce, otwierające się szczeliny, fale sięgające nieba. Na całe szczęście, ludność cywilna przetrwała dzięki sprawnie przeprowadzonej ewakuacji. Ssaki jeszcze długo wspominały tą katastrofę. A Scrabin Irytujący został przeklęty na wieki i zamknięty w więzieniu Inkwizycji Rarityrańskiej, nie zabawił tam jednak długo. I tak jak każdy przedstawiciel mroku, zbiegł w Pustkę by planować zemstę. Pewnego dnia powróci, a wtedy wasz świat będzie miał kłopoty.

Tymczasem Polineks w glorii chwały wrócił do Wieży. Był zmęczony nad życie. Już niedługo miał odejść. Powoli wszedł do sali zebrań i zamarł ze zdziwienia. W środku byli wszyscy jego znajomi i przyjaciele jacy przewinęli się przez historię FGZ. Na czele uśmiechnięci od ucha do ucha Mr. B i Kideł, o ile u mafijnej ryjówki była to standardowa mina, to po raz pierwszy widział ją u szarego jednorożca. Evka i Virax tuż za nimi, pofatygowali się i wrócili z urlopu. Same znajome pyszczki, wszyscy aktywni czytelnicy, osoby zasłużone dla bloga i dawni redaktorzy. Polineks czuł, że ma wilgotne oczy. Będzie mu brakowało tego miejsca, posada admina była ciężka i niewdzięczna, często popełniali głupie błędy, napotykali trudności, bądź musieli się zadawać z ciężkimi przypadkami ludzkiej ignorancji, ale jednak coś go z tymi ludźmi wiązało. Spędził z nimi wiele miłych chwil i ten okres w jego życiu z pewnością będzie często wspominać. W głębi duszy wszyscy byli sympatyczni, że też chciało im zrobić taką imprezę. Na samym środku stołu stał ozdobny tort z Fluttershy.

Nie mam jak wysłać prawdziwego, ale masz wirtualny

 - Niespodzianka! Przyjęcie pożegnalne! - wyszczerzył się Pan Be.
Żółty pegaz popatrzył na nich wszystkich z wdzięcznością, pewnie nawet nie wiedzieli, że przed chwilą uratował im wszystkim skóry. Zajęci zrobieniem czegoś miłego dla mnie. Dostrzegł Anirak, Gnobka i Selunę. Gdzieś w rogu mignęła mu nawet włochata sylwetka Cichego. Brakowało jedynie założycieli. Polineks zdał sobie sprawę, że ma jeszcze tylko kilkanaście minut, ale dał porwać się atmosferze imprez. Choć raz pozwolił odpłynąć troskom na bok i wypełniła go radosna energia miłego towarzystwa.

Przyjęcie zaginało prawa czasu i kiedy pegaz wychodził po angielsku miał wrażenie że bawił się od kilku godzin, choć minęły dopiero dwie minuty. Nie miał ochoty na miliony pożegnań i ściskania łap. Nie chciał wygłaszać żadnej długiej mowy przed całym tym zgromadzeniem. Wiedział, że go zrozumieją. Poza tym miał jeszcze parę spraw do skończenia. Wszedł powoli na szczyt Wieży, mało kto się tu zapuszczał oprócz niego. Podszedł powoli do okna i ze zdziwieniem stwierdził, że w kącie komnaty siedzi wiekowa już panda.
- Coś tak podejrzewałem, że gdzieś się ukryjesz - zwrócił się do niej z uśmiechem - nie preferujesz takich imprez, nieprawdaż Mere?
- Wolę spokój tego miejsca - odezwał się ojciec-założyciel bloga.
- Przyszła w końcu pora na moje odejście, tak jak kiedyś na twoje - pegaz wydawał się rozemocjonowany.
- Każdy z nas się zmienia, jesteśmy jak wiecznie płynąca rzeka. Należy odejść w cień i dać szansę młodszym, pełnym energii, może kiedyś ktoś z nas wróci, może trzeba będzie ratować katastrofę spowodowaną przez innych i będziemy jedyną nadzieją - panda mruknęła rozbawiona - a tymczasem ciesz się statusem legendy i wakacjami.
Po tych słowach, Mere zniknął używając tylko sobie znanych sposobów. Polineks miał jeszcze jedną rzecz do zrobienia, musi oddać moc ZUA. Nie może dłużej nosić jej w sobie. ZUO sobie poradzi, jak zawsze. Znajdzie inną osobę godną posiadania takiej potęgi. A być może pojawi się w innym świecie. Pegaz sięgnął myślami w głąb swojej duszy i znalazł pokłady energii, które kryły się w nim od niepamiętnych czasów. Powoli wypuścił z siebie to gromadzoną moc i wtem poczuł, że jest gotowy.

Wszedł do swojej sypialni i spojrzał na lustro stojące przy ścianie. Kryształowa tafla cała pokryta była drgającymi ognikami czystego światła. I wtedy Polineks rzekł tajemne Słowo, a lustro rozjaśniło się do białości i tafla zniknęła. A za nią czekał jego dom. Equestria. Pegaz przeszedł kilka kroków i zniknął. Tak właśnie Odszedł Polineks, później jeszcze miał wiele przygód, ale ten etap jego życia skończył się właśnie w tym momencie.


16 komentarzy:

  1. I stało się... :-(
    PS. A gdzie Janet i Kirania?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ehh...
    mam tylko jedną prośbę:
    https://www.youtube.com/watch?v=3C3poU_0sK4
    :P

    OdpowiedzUsuń
  3. I nadszedł ten czas. Żegnam was i mam nadzieję ze nad ten blog jeszcze wrócą piękne czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż trzeba ci podziękować za wszystko co dałeś temu blogowi, za poświęcony czas, za świetne posty. Napewno będę miło wspominał czasy twojej działalności tutaj.

      Usuń
    2. Kim jesteś i co zrobiłeś ze Scrabinem? :D

      Usuń
    3. To był jego plan: zniechęcić cię, abyś odszedł z bloga, ale udawać, że nie ma z tym nic wspólnego! Teraz przejmie władzę nad światem!

      Usuń
    4. Wbrew pozorom potrafię też czasami napisać i zachować się poważnie i normalnie. Chociaż to rzadkość.

      Usuń
    5. Naprawdę miło mi i dziękuję

      Usuń
  4. Żegnaj mój miszczu! Będę czule wspominał twoje posty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal możesz. Wejdź w mój profil bloggerowy, a mozesz się zaskoczyć ;P

      Usuń
  5. No i odszedł... co my teraz zrobimy ?

    A tam, żyje się dalej ! Tylko jednego dobrego redaktora mniej, mniej podsumowań, mniej sensu życia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Obstawiamy, Obstawiamy, za ile dni blog upadnie? Dzień, dwa, cztery, a może tydzień? Obstawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwo starczyło mniej dni. Uznaje powrót Merego i odejście B jako swego rodzaju koniec.

      Usuń